Articolo

To będzie wymagało wizyty u lekarza

To będzie wymagało wizyty u lekarza

Ich wprowadzające monologi wewnętrzne są niesamowitym studium seksizmu i wojen płci w tamtych czasach. "Jestem tak dobry jak on. Mam własny mózg i zamierzam też jak najlepiej wykorzystać moje życie," ona warczy, "Tak, chcę mieć dom i dzieci, ale nie zamierzam być głupcem jak mama, pochylająca się nad balią przez całe życie, podczas gdy tata chodził wolny jak powietrze." Tymczasem jej małżonek jęczy, "Skąd kobiety wpadają na pomysł, że noszą spodnie? To musi być jej dyplom." Później mąż niechętnie zgadza się na ewolucję, z mieszanym sukcesem.

Więcej filmów z archiwum Prelingera znajdziesz na http://www.archive.org/details/prelinger.

Laboratoria amatorskie są naprawdę okropne. Eksplodują. Napełniają ściany i być może lokalne wodociągi toksycznymi chemikaliami. Stanowią poważne zagrożenie dla gliniarzy i strażaków, nie wspominając o mieszkańcach domów, w których się znajdują.   A dekontaminacja wydaje się być raczej zniechęcająca.

Trudno dokładnie określić zakres problemu; ta mapa DEA w nieprzydatny sposób łączy laboratoria, wysypiska śmieci i sprzęt używany do produkcji metamfetaminy jako "incydenty". Poza tym popiersia laboratoryjne nie są dokładnie przypadkową próbką; będą się różnić w zależności od tego, ile wysiłku miejscowe organy ścigania wkładają w rozprawę z metamfetaminą. Niemniej jednak sądzę, że można śmiało powiedzieć, że jest to duży problem w środku kraju, aczkolwiek ten nieco osłabł z powodu napływu taniej metamfetaminy, która jest profesjonalnie produkowana przez meksykańskie gangi narkotykowe. -zwiększenie kontroli nad zakupem pseudoefedryny, czyli głównego składnika Sudafedu. Dlatego produkty na półkach nazywają się teraz Sudafed PE, a żeby dostać prawdziwe rzeczy, musisz podejść do lady i podpisać książkę. Ale to nie wystarczy, mówi Keith Humphreys: Kucharze metamfetaminy nie mogą obsługiwać swoich laboratoriów bez łatwego dostępu na leki na przeziębienie, które zawierają pseudoefedrynę (PSE). Doprowadziło to do długotrwałej walki politycznej w Stanach Zjednoczonych. Wielu stanowych ustawodawców chce, aby leki zawierające PSE były dostępne tylko na receptę, co, jak pokazuje doświadczenie stanu Oregon i Mississippi, praktycznie eliminuje stanowe laboratoria metamfetaminy. Z drugiej strony, przemysł leków na przeziębienie, który zarabia setki milionów dolarów rocznie na sprzedaży PSE kucharzom metamfetaminy, sprzeciwia się takiemu ograniczeniu. Odpowiedzią branży było zaproponowanie elektronicznego systemu zakupu leków na przeziębienie o nazwie NPLEX. Chodzi o to, że jeśli ktoś spróbuje kupić zbyt dużo leków na przeziębienie zawierających PSE, system zauważy i zablokuje sprzedaż. Karolina Południowa wprowadziła to w zeszłym roku, zamiast tworzyć wymóg tylko na receptę, i odnotowała wzrost liczby incydentów w laboratoriach metamfetaminy o 65 %. Kentucky, gdzie wynaleziono system NPEx, stosuje go w całym stanie od 2007 roku i odnotował wzrost liczby incydentów w laboratoriach metamfetaminy o 500%. Kucharze metamfetamiczni łatwo udaremniają system, używając fałszywego dowodu tożsamości lub zatrudniając ludzi do kupowania leków na przeziębienie. System NPEx jest więc bezwartościowy z punktu widzenia rzeczywistej skuteczności. Jak kilka osób wskazało w komentarzach, jest mało prawdopodobne, aby branża medycyny przeziębienia "zarabia setki milionów dolarów rocznie sprzedając PSE kucharzom metamfetaminy". Jeden zwolennik leków wyłącznie na receptę szacuje rynek produktów pseudoefedrynowych na około 600 milionów dolarów rocznie; przeciwstawia to szacunkom firmy farmaceutycznej, że "tylko 15 milionów Amerykanów używa tego leku do leczenia zatkanych nosów, a ci ludzie zazwyczaj kupują nie więcej niż paczkę lub dwie (o wartości od 10 do 20 dolarów) rocznie."Osobiście szczerze wątpię, czy przemysł farmaceutyczny dysponuje wiarygodnymi szacunkami na temat tego, ilu ich nabywców faktycznie ma przeziębienie – lub że podzielą się danymi wskazującymi, że połowa ich dochodów pochodzi od kucharzy metamfetaminy. Ale powiedzmy, że to prawda: połowa całej pseudoefedryny jest sprzedawana do laboratoriów metamfetaminy. To nadal nie oznaczałoby, że producenci leków na przeziębienie produkują "setki milionów dolarów rocznie" od rzeczy – nie w tym sensie, że stają się bogatsi o setki milionów dolarów. Marże na lekach nieopatentowanych nie są wysokie, aw sprzedaży detalicznej 50% lub więcej kosztu produktu to marża detalisty i dystrybutora*. Do tego dochodzą koszty produkcji. Ale to jest kwestia poboczna. To, co mnie naprawdę niepokoi, to sposób, w jaki Humphreys – i inni, którzy pojawiają się w komentarzach – uważają dość nadzwyczajny koszt wypisywania recept na PSE za zbyt trywialny, by o tym wspomnieć. Wróćmy do tych 15 milionów cierpiących na przeziębienie. Załóżmy, że chcą średnio jednego pudełka rocznie. To będzie wymagało wizyty u lekarza. Przy przeciętnej współpłacie w wysokości 20 dolarów, same ich koszty wyniosłyby 300 milionów dolarów rocznie, ale oczywiście system opieki zdrowotnej również płaci znaczną kwotę za wizytę u lekarza. Średni zwrot z ubezpieczenia prywatnego wynosi 130 USD; w przypadku Medicare około 60 dolarów. Medicaid płaci mniej, ale właśnie dlatego osobom korzystającym z Medicaid tak trudno jest znaleźć lekarza. Więc uśrednij te dwa razem i dodaj dopłaty, a otrzymasz co najmniej 1,5 miliarda dolarów bezpośrednich kosztów uzyskania prostego środka zmniejszającego przekrwienie. Ale to nie obejmuje kłopotów i prawdopodobnie utraconych zarobków za wizyty lekarskie. Ani ewentualnych skutków ubocznych stawiania większych wymagań na i tak już niezbyt obfitą podaż lekarzy podstawowej opieki zdrowotnej. Oczywiście nie byłyby to rzeczywiste koszty, ponieważ wiele osób nie byłoby w stanie poświęcić czasu na wizyta u lekarza. Byliby po prostu bardziej nieszczęśliwi, dopóki trwać będą ich przeziębienia. Jaki jest tego koszt — w cierpieniu, w utraconej produktywności? Może prościej byłoby po prostu podnieść cenę pudełka Sudafedu do 100 dolarów. Z pewnością sprawiłoby to, że laboratoria metamfetaminy stałyby się nieopłacalne – i oszczędziłoby nam irytacji związanej z wizytą lekarską. Nadal mogą kupować leki na przeziębienie, protestują zwolennicy polityki tylko na receptę. Ale o ile wiem, tak naprawdę nie ma dowodów na to, że obecny substytut, fenylefryna, robi cholerną rzecz, aby zmniejszyć zatory; Najwyraźniej wiele z nich dość szybko przeżuwa się w wątrobie, a ponieważ FDA dopuszcza na początek tylko niską dawkę, otrzymane tabletki nie wydają się być lepsze niż placebo. Dla osób podatnych na infekcje zatok lub uszu to nie żart; jednym z głównych sposobów zapobiegania im jest przyjmowanie środka zmniejszającego przekrwienie, gdy tylko poczujesz pierwsze łaskotanie przeziębienia – nie cztery dni później, kiedy twój lekarz ogólny może cię wreszcie zobaczyć. Oczywiście, cierpienie kogoś złapanego w laboratorium jest dużo, dużo wyższy – ale ilu z tych osób tam jest? Czy powinniśmy odmówić milionom ludzi użytecznego leczenia, aby zapobiec kilku ofiarom śmiertelnym? Zanim odpowiesz, zadaj sobie pytanie, czy chcesz przestać jeździć, ponieważ statystycznie zmniejszasz szanse, że ktoś umrze. Albo poprzeć politykę polegającą na mocnym uderzeniu 15 000 ludzi w głowę, aby zapobiec jednej śmierci. Być może to niesprawiedliwe z mojej strony, ale wydaje mi się, że w tych propozycjach jest dużo wizji tunelowej. Ludzie, którzy przedstawiają programy na receptę jako proste i oczywiste, wydają się być zafiksowani na horrorze historii, z którymi mają do czynienia. . . z wyłączeniem bardzo dużych kosztów, które proponują nałożyć na resztę z nas. Wszystko, co ich interesuje, to "jak położyć kres laboratoriom metamfetaminy?", pytanie, na które można rozsądnie argumentować, odpowiedź brzmi: "lepsza kontrola nad pseudoefedryną"**.Ale żadne pytanie dotyczące polityki nigdy nie jest tak proste, jak "Jak możemy zatrzymać X", chyba że "x" to nieuchronna inwazja nazistów. Musimy też zapytać "jakim kosztem?" oraz "jakim prawem?"  Humphreys gestykuluje na ten temat w odpowiedzi na krytycznych komentatorów, ale dlaczego nie ma tego w oryginalnym poście? Bardzo duże koszty tych systemów powinny być na pierwszym miejscu na każdym stanowisku, które wydaje się opowiadać za dość rozległymi kontrolami. Oczywiście Humphreys mógłby uczciwie argumentować, że prawdziwym celem jego stanowiska jest krytyka obecnych, nieudanych systemów rejestracji, które zostały wdrożony jako alternatywa dla tylko na receptę. Ale jeśli to rzeczywiście jest centralny punkt, to spytałbym, dlaczego jego jedyną skargą jest insynuacja, że ​​przemysł naciska na te systemy, aby mogły nadal sprzedawać metamfetaminę? Wydaje się, że logiczny wniosek z jego skargi nie przyszło mu do głowy: jeśli te systemy nie działają, to… powinny zostać uchylone.  Kropka. Bez względu na to, co robimy z wytwarzaniem wyłącznie na receptę pseudoefedryny, nie ma sensu tracić czasu i pieniędzy na system, który nic nie robi. Ale wojownicy metamfetaminy nigdy nie wydają się opowiadać o zniesieniu czegokolwiek – chyba że mogą zastąpić coś jeszcze bardziej rygorystycznego . To nastawienie na ciągłe zaostrzanie sprawia, że ​​jestem nieco sceptyczny, kiedy wysuwają kolejne ograniczenie, które jest pilnie potrzebne, aby zapewnić bezpieczeństwo Ameryce.Aktualizacja: Adam Ozimek daje nam wgląd w to, do czego to się kończy: Nietypowo dla zwolenników regulacji, zapewnia rzut oka na kolejny i ostatni krok na śliskim zboczu: całkowity zakaz. W 2009 roku Meksyk, który był źródłem większości metamfetaminy na ulicach Stanów Zjednoczonych, poszedł dalej, całkowicie zakazując stosowania pseudoefedryny. Od tego czasu moc metamfetaminy z Meksyku gwałtownie spadła. To dobra wiadomość. Ale teraz piłka jest z powrotem na naszym boisku. Nie zauważysz, że Meksyk posunął się za daleko. Najwyraźniej wierzy, że jeśli prohibicja jest tym, czego potrzeba, aby zmniejszyć siłę działania mety (zauważ, że nawet nie obiecuje, że się jej pozbędzie), to warto. * Brak zysku — marże detaliczne są dość niskie. Ale koszt wysyłki, umieszczenia na półkach i sprzedaży.** Chociaż podobnie jak wielu komentatorów oryginalnego posta, jestem sceptyczny, czy można dokonać ekstrapolacji z czegoś, co mogło działać w jednym stanie, na coś to działałoby w całym kraju. Uderza mnie, że może być powód, dla którego większość naszych laboratoriów metamfetaminy znajduje się w środku kraju, czyli stosunkowo odizolowanych od łatwiejszych źródeł zaopatrzenia."

W drugą rocznicę kampanii na rzecz walki z otyłością u dzieci, zastanawiając się, jak mądrze było kierować się na szkolne lunche i desery spożywcze.

Z okazji dwuletniej rocznicy akcji Let’s Move! Michelle Obamy! nadszedł czas, aby ponownie zastanowić się nad tym, co ta kampania oznacza dla Białego Domu, dziecięcej otyłości i ruchu żywnościowego.

Rok później podsumowałem niektóre osiągnięcia kampanii. Od samego początku byłem pod wrażeniem mądrego wyboru celów: zmniejszenie otyłości u dzieci poprzez poprawę dostępu do szkolnej żywności i dostępu do zdrowej żywności w centrum miasta.

O politycznych zmysłach, które wkroczyły w kampanię, przypomina mi się artykuł redakcyjny w Naród, "Blues pierwszej damy Ameryki." Ilyse Hogue pisze w nim o ostrożnym przechodzeniu przez Michelle Obamę cienkiej granicy między niezależnością małżeńską a uległością, używając Let’s Move! jako przykład.

Hogue chwali wybór przez Obamę celu, który wygląda "miękki," ale nie jest niczym innym jak:

Starając się dopasować rolę Michelle do tradycyjnego profilu, media nieustannie przypominają nam, że jej prace dotyczą przypuszczalnie miękkich tematów, przede wszystkim jej charakterystycznego powodu, aby zakończyć otyłość u dzieci…. skierowane na miękkie cele.

Branża spożywcza i napojów jest potężną siłą lobbingową, która w 2008 roku wydała prawie 16,3 miliona dolarów na pokonanie inicjatyw – takich jak "podatek sodowy" oraz ograniczenia agresywnej reklamy skierowanej do dzieci – to zachęciłoby do zdrowszej diety, a tym samym wpłynęłoby na ogromne zyski.

Aby poradzić sobie z otyłością u dzieci, będziemy musieli stawić czoła skomplikowanym problemom rasy, klasy, zakorzenionej władzy korporacyjnej i dostępu do zdrowej żywności.

Rzeczywiście będziemy. Otyłość dziecięca jest centralnym punktem w kwestiach sprawiedliwości społecznej.

Wszystkiego najlepszego Let’s Move! I wiele więcej.

Zdjęcie: Joshua Roberts/Reuters.

Ten post pojawia się również w Food Politics, a atlantycki witryna partnerska.

Odkryte: randki online to bzdura, cukier jest toksyczny, odwzorowuje Drogę Mleczną, a kościół jako technika odchudzania.

Randki online to bzdura. Oczywiście, że jest. Wzajemna miłość do The Wire nie ma większego znaczenia w dziale romansów. A jeśli ludzie nie wiedzą nic o tym, co sprawia, że ​​dwie osoby klikają, dlaczego algorytm komputerowy stworzony przez nasz beznadziejny gatunek kanabialica opinie miałby wiedzieć lepiej? Według nowych badań z Northwestern tak się nie dzieje. "Jeśli serwisy randkowe chcą twierdzić, że ich algorytm dopasowywania jest naukowo uzasadniony, muszą przestrzegać standardów nauki, czego konsekwentnie nie udało im się zrobić," wyjaśnił autor Eli Finkel. "Do tej pory nie ma przekonujących dowodów na to, że jakikolwiek algorytm dopasowywania randek internetowych rzeczywiście działa." To nie znaczy, że strony te nie są dobrze zaopatrzonymi sklepami randkowymi z mnóstwem kwalifikujących się rzeczy do przymierzenia. [Nauki psychologiczne w interesie publicznym] Kościół jako technika odchudzania. Być może ma to związek z poczuciem winy lub nagrodą bożą, ale kobiety, które uczęszczały na grupy dietetyczne w kościołach, a nie na uniwersytetach, straciły na wadze. Patrząc na 55 kobiet, pobożna straciła wyższy procent masy ciała. Nauka uważa, że ​​ma to coś wspólnego z posiadaniem wbudowanej sieci. "Grupy kościelne mają wbudowany system wsparcia społecznego, który pozwala członkom widywać się nawzajem, meldować się i śledzić zmiany w zachowaniu," powiedzieli autorzy. Więc chodzi o poczucie winy. [Dziennik Psychologii Czarnego] 

Przeczytaj całą historię w The Atlantic Wire.

"

Około jedna trzecia osób po udarze przez sekundę przechodzi w szpitalu, a do tej pory nie było dobrego sposobu monitorowania zdrowia mózgu.

WIĘCEJ Z MEDGADGET FDA zatwierdza Hologic Selenia Dimensions System 3-D Pediatryczny skaner wizyjny Wykrywa „leniwe oko” Wcześniej wirtualna pielęgniarka Louise przygotowuje pacjentów do wypisu

Naukowcy z Mayo Clinic na Florydzie wykazali, że mózgowa optyczna oksymetria spektroskopowa w bliskiej podczerwieni stosowana u pacjentów po udarze może pomóc w monitorowaniu regionalnej perfuzji mózgowej w czasie rzeczywistym, a tym samym "może służyć jako przydatne, nieinwazyjne, przyłóżkowe narzędzie do monitorowania oddziału intensywnej terapii w celu bezpośredniej oceny utlenowania mózgu." W badaniu wykorzystano urządzenie o nazwie Fore-Sight firmy Casmed z Branford w stanie Connecticut, które mierzy poziom tlenu we krwi, podobnie jak pulsoksymetr z klipsem na palec. Wyniki badania Mayo u pacjentów po udarze zostały opublikowane w Journal of Neurosurgery w tym miesiącu.

Regionalne urządzenia do monitorowania przepływu krwi w mózgu, takie jak Fore-Sight, są już szeroko stosowane w kardiochirurgii, gdzie stosuje się je w celu zapobiegania niedokrwieniu mózgu u pacjentów poddawanych poważnym operacjom z obejściem (takim jak wymiana zastawek, operacje łuku aorty itp.).

W urządzeniu Fore-Sight czujniki przyklejają się jak przylepne bandaże nad każdą z brwi pacjenta. Technika ta, znana jako spektroskopia w bliskiej podczerwieni (NIRS), emituje światło w bliskiej podczerwieni, które penetruje skórę głowy i leżącą pod nią tkankę mózgową. Zespół Mayo Clinic zorganizował badanie porównujące pomiary z NIRS ze skanowaniem perfuzji CT u ośmiu pacjentów po udarze.

Więcej od Williama Freemana, specjalisty opieki neurologicznej i profesora nadzwyczajnego w Mayo Clinic, który był starszym badaczem w tym projekcie: